Właśnie trwa sesja, jeden z najlepszych okresów podczas którego naukowcy mogliby pisać prace naukowe na tematy związane z wykorzystaniem energii fizycznej i intelektualnej przy braku chęci i złym samopoczuciu. Wszyscy studenci wychodzą z siebie żeby zaliczyć choć jedną langranę, w przypadku politechnik będzie to zazwyczaj matematyka i materiałoznawstwo lub wytrzymałość materiałów, w przypadku uniwersytetu… cholera wie, bo nie mam pojęcia co oni tam wyprawiają. W każdym razie weszliśmy w okres kiedy to powinienem ryć w książkach i notatkach niczym ślepy kret który nie odróżnia własnego tyłka od dziury wcześniej przez siebie wykopanej…
Szczerze mówiąc jakoś w tym roku leniwie podchodzę do sprawy. Jest to moja piąta z kolei sesja, oczywiście uczę się, ale nie ma tych emocji. Zawsze człowiek się stresował, że wyrzucą, że nie skończę studiów. Pewnie myślicie ‘o piąta sesja to ma luz’. A tu figa! Jak ją zawalę to ‘baj baj maszkaro’ i koniec studiów, wojo serdecznie zaprasza do oddziałów jedi… Po prostu jakoś mam tak, że mój mózg, a dokładnie dwa zardzewiałe kołowrotki pokryte różowym futerkiem, w kwestii stresu sesyjnego włączył sobie tryb ‘pfff’ oraz ‘zieeeew’. Oczywiście jak zawsze jestem niewyspany, piję dużo herbaty i słucham komentarzy w autobusie w stylu ‘biedaczysko student się meczy’. Przy czym zdarzają się takie chwile kiedy się nie uczę, że nie wiem co z sobą zrobić. Siedzę jak kołek na krześle, nogi wyciągnięte przed siebie, rąsie na klawiaturze i myszce (oczywiście, że tej komputerowej ;p) i patrzę pustym wzrokiem w monitor. W tle leci muzyka, a w głowie ulubiony sygnał kumpla z roku: ‘puuuuuuuuuuuuuuuuuu…’. Ostatnio, żeby nie wpaść w rutynę tego sygnału wpadłem na czasochłonny pomysł zdjęcia. W połączeniu z sesyjną nauką strawiłem na jego realizację dwa dni. Efekt można podziwiać na flogu (to ten czarny żuraw w tym takim kwadraciku). Ładnie pięknie, ale co z tego skoro dziś już taki pomysłowy nie jestem. Aż się boję pomyśleć co będzie po sesji…
Co prawda mam ambitny plan, że wreszcie się zapisze na jakiś basen, że wreszcie zacznę się uczyć tego makarońskiego, że zrealizuję projekt zdjęciowy jaki mi po futrzanych kołowrotkach od pewnego czasu chodzi. Tylko sęk w tym, że mi się po prostu nie chce. Słynne ‘żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce’ jest idealne do określenia sytuacji w jakiej się znajduję.
Idealnym zobrazowaniem tego wszystkiego jest też trzecia prawda studencka z nonsensopedii: ‘Student nie jest leniwy. Ma wadliwe zarządzanie dystrybucją energii.’ Pięknie ujęte, aż się łezka w oku kręci, że ktoś wreszcie o studencie pomyślał… Co prawda w tzw kłamstwa studenckich punkty 11 i 12 do mnie nie pasują, ale to już chyba jest indywidualnie zależne od każdego studenta i przede wszystkim jego moralności. A i jeszcze jedno: ja nie chodzę ciągle głodny. Może to sprawa tego, że mieszkam w domu a nie w akademiku. Nie miałem okazji tego sprawdzić.
W moim życiu ostatnio dość sporo się dzieje. Zmieniają się różne rzeczy, stany emocjonalne itd. Po napisaniu ostatniego artykułu dostałem wiele wiadomości od znajomych które w dźwięku były podobne, coś w stylu ‘jak ty w ogóle możesz tak pisać!’. Gdyby słowa miały siłę fizyczną to pewnie już bym leżał na OIOMie… W każdym razie stan jaki opisałem utrzymywałem do dnia dzisiejszego. A dlaczego napisałem ‘utrzymywałem’? Ano dlatego, że spotkałem dziś kogoś, kto na dzień dobry podszedł (a właściwie podeszła) do mnie i zamiast jakiegoś cześć od razu dostałem z liścia aż echo poszło. Następnie był dialog a właściwie monolog, bo mi szczęka zesztywniała, którego nie przytoczę bo grzeczne dzieci nie powinny tego czytać. Po zakończeniu expose mojej znajomej dostałem w drugi policzek, dla równowagi, kolejnego liścia. I wiecie co? Kołowrotki drgnęły, futerko się zelektryzowało i nastąpiło ocucenie. Śmiało mogę powiedzieć, że teraz to już użalania nad sobą nie będzie. Trzeba być twardym a nie ‘miętkim’. Ot co. Zapewne wielu z was to ucieszy, inni będą się stukać w głowę (mnie by echo się niosło od takiego stukania), ale chyba te liście (koniecznie z tym monologiem) były mi potrzebne. Oczywiście, nie nastąpiły jakieś radykalne zmiany, po których moje życie uległo zmianie. Nie będę teraz chodził z głupkowatym uśmiechem, wmawiając ludziom, że świat jest piękny. O nie! Teraz mogę spokojnie wrócić do znienawidzonego przez wielu wrednego uśmieszku, który doprowadza co niektórych do szału. Mój nielubiany humor z dawką cynizmu wraca. Bójcie się moi znajomi! Teraz będę rzucał riposty niczym babcia Gienia po porannej kupie! Co nie zmienia faktu, że będę dalej jeździł po wielu rzeczach oraz ludziach czy okazjach w moich tekstach. A co mi tam. Przecież mamy wolność słowa, wiec chyba nie może mi ktoś tak po prostu tego zabronić, prawda? Oczywiście, że tak.
Co z tego wyniknie, nie mam pojęcia. Pewnie kolejna dawka błędów ortograficznych, stylistycznych i językowych przy których każdy polonista powiesił by się na stryczku podcinając sobie żyły. Wzdłuż oczywiście. Tak jak radził pan Żyletka… A właśnie, żeby było jasne, nie bylem, nie jestem i nie mam zamiaru być EMO. A o EMO to na pewno coś kiedyś skrobnę, bo to zastraszająco rosnące zjawisko wśród dzisiejszej młodzieży gimnazjalno licealnej. A teraz państwo szanowni wybaczcie, ale jak mawia moja znajoma, idę się gibnąć bo wypada czasem spać. Miłej sesji ziąą…
P.S.
Zwracam się z prośbą do komputerowych maniaków co byście mi znaleźli dobrą a tanią myszkę do komputera, bo moja obecna, jeszcze kablowa wysłużyła mi ładnych parę lat i postanowiła umrzeć w momencie mało ciekawym, przez co zmuszony jestem korzystania z myszki bez kółka (zbrodnia!). Myszką oprócz taniości mogłaby być na PS/2 bo USB ciągnie zasoby, ale jak na USB będzie tania to też wezmę. Tak więc wskażcie mi jakiś tani sklep z dobra okazją. Z wdzięczności wyślę pół przeterminowanego cukierka za zasługi dla mojego muzealnego sprzętu…
Najnowsze komentarze