Strzeżcie się wirusów i glutów tej zimy! Ja piszę serio. Mam na myśli tych wrednych małych co wchodzą do naszych ciał i robią sobie imprezkę na całego. A potem człowiek nie może się skupić na rzeczach ważnych (takich jak łabędź czy świeczka) przez gruźliczy kaszel. Nawet lekarka pytała mnie czy palę. Gdybym palił to ponoć miałbym wielki problem. I bez tego mam. Nie życzę nikomu w tym roku chorować.
O czym w tym tygodniu chciałem napisać? Co chwila jakiś temat podsuwał się do moich dwóch zardzewiałych kołowrotków strasząc tego małego pajączka co w mojej głowie siedzi na różowym futerku… Właściwie mógłbym pisać o wszystkim. Bo jak zauważyli co sprytniejsi, jestem zgryźliwy gdy o czymś piszę. Cóż, taka moja natura. Świat nie jest doskonały, a zgryźliwości czasem trochę się przyda.
Gdy człowiek choruje ma dużo czasu. A gdy choruje na tyle lekko by móc chodzić po domu to ma go za o wiele za dużo. I wtedy przychodzą mi do głowy różne szalone pomysły. Zacząłem od sprzątania w pokoju. Pomysł padł po pięciu minutach, kiedy to znalazłem starą politykę i zacząłem ją przeglądać. Pół godziny i trzy stare polityki później wiedziałem, że sprzątanie pokoju nie wyjdzie. No to zabrałem się za zaległe rzeczy w papierach. Jakoś poszło, ale nie za bardzo. Zdenerwowany kaszlem i niewielkim postępem w moich czynach przestawiłem komputer z jego dotychczasowego miejsca (czyli biurka). Przez trzy dni stał przy łóżku. Stworzyło to w moim pokoju widok jak ze zdjęć pokazujących piracką wytwórnie płyt CD, które idą na bazarek. Było to w pewien sposób wygodne. Niestety posiadam monitor typu CRT (znów odsyłam niewiedzących do wikipedii). A to oznacza, że nie można go sobie na kolankach jak laptopa położyć. Dlatego po trzech dniach krzywienia szyi przestawiłem z powrotem komputer. Dzięki temu wreszcie miałem okazję go trochę odkurzyć. Kiedy skończyłem dumny odkurzanie monitora z prehistorycznego kurzu, wpadł mi do mojej pustej głowy pewien zabójczy pomysł. Posprzątam w szafie! Wydaje wam się pewnie, że to nic takiego, zwykła ot tak szafa. Otóż nie. Moja szafa jest jak wojownik w dżungli, który zna wszystkie słabe punkty przeciwnika. Z moją szafą trzeba stoczyć wojnę… A to wymaga przygotowań, psychicznych i fizycznych. Mimo to, postanowiłem podjąć wyzwanie. Walka toczyła się pół dnia. Ranny na skutek zamachu w postaci opadającej niespodziewanie półki, dumnie stanąłem przed nowo narodzoną szafą – pustą szafą. Drugie pół dnia spędziłem na upychaniu w niej jej wnętrzności. Odkryłem nawet, że jestem w posiadaniu ubrań o których albo zapomniałem, albo nie miałem pojęcia. Tak minął kolejny dzień moich genialnych pomysłów.
Więcej na ten temat pisać nie będę żeby się nie pogrążać w mojej głupocie jeśli idzie o genialność i twórczość w wolnym czasie. Teraz w weekend żeby się nie nudzić i żeby nie nabroić postanowiłem wrócić do zapomnianego już przeze mnie zwyczaju oglądania zdjęć w internecie. Nie mam na myśli tu jakieś zdjęcia z dziwnych źródeł. Chodzi o fotoblogi. Sam prowadzę własny, więc istnieje pewna ich grupa w której są adresy przeze mnie klikane. Po drodze w jakiś magiczny i trudny do wytłumaczenia sposób znalazłem się jako uczestnik w konkursie Blog roku 2007 w kategorii fotografia. Dlatego fotoblogi, które dotychczas oglądałem stały się poniekąd konkurencją. Co i tak nie zmienia faktu, ze zawsze zazdrośnie patrzyłem na twórczość innych. Tyle, że ze zgrozą obserwuję jak około 75% fotoblogów przedstawia twórczość przed którą zaciekle się bronię. Można czegoś dostać na psychice od tego, kwiatuszki, misiaczki, imprezy, itp. Tak się przedstawiają typowe strony. Że już o grafice szablonowej nie wspomnę. Do tego jeszcze dodać trzeba, ostatnio modny trend na fotoblogi (i blogi) prowadzone prze tzw. emo. Czy ja jestem jakiś krzywy, głupi czy co? Ja nie jestem w stanie zrozumieć tego zjawiska. Co się z ludźmi dzieje? Nastolatkowie mają teraz manię wyrzucania swojego wnętrza do takich witryn. W tej kwestii cenię ludzi za oryginalność. Np. Robert Danieluk po za swoim fotoblogiem prowadził stronę „pod ziemią” na której to umieszczał zdjęcia robione telefonem komórkowym w Warszawskim metrze w drodze z i do pracy. Jego fotoblog zresztą sam w sobie jest dosyć ciekawy. Tyle, że facet jest fotografem, więc zna się na fachu. Ale zdarzają się też fotoblogi amatorów, którzy potrafią wykrzesać ze swojego sprzętu obrazy godne wysokiej jakości aparatu i porządnego zawodowego fotografa. I takie właśnie strony cenię i z chęcią oglądam. Ale niestety jest ich bardzo mało. Sam siebie uważam za marnego fotografa amatora. Prowadzę swój fotoblog głównie dla siebie. Każde zdjęcie ma tytuł, zwykle zupełnie nie związany ze zdjęciem i utwór (jego tytuł z autorem oczywiście), który danego dnia towarzyszył. Muzyka też zwykle nie jest związana ze zdjęciem. Ale każda z tych trzech rzeczy (tytuł, zdjęcie, muzyka) w pewien sposób pokazuje to co we mnie siedzie. Oczywiście nie zawsze, bo czasem dla żartu umieszczam coś co jest np. zakładem z kolegą, w którym to udowadniam mu, że ludziom można wiele wmówić.
Patrząc nie tylko na fotoblogi czy blogi, dochodzę do wniosku, że internet jest strasznym narzędziem w rękach ludzkości. Każdy bez wyjątku może w nim pokazać za darmo co chce i kiedy chce. Doszło nawet do tego, że nasi jakże genialni politycy prowadzą wideoblogi. Jeszcze ich nie oglądałem i chyba nie obejrzę, bo jakoś nie widzę potrzeby ich podziwiania. Z drugiej strony internet trzeba cenić z ciekawe medium służące rozrywce i komunikacji. Gdyby nie gadu-gadu, skype czy choćby zwykłe e-maile to nasze codzienne życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Choć jeśli przyjrzeć się przeszłości, to ludzie chyba byli kiedyś szczęśliwsi, nie posiadając internetu u komputerów. Bo więcej się spotykali, więcej rozmawiali. Nie zostaje nam nic innego jak tylko się pogodzić z tą krzemową ewolucją i spokojnie patrzeć co dalej. Chociaż jakby na to nie patrzeć nie mógłbym dziś pisać tego tekstu, nie mógłbym go umieścić potem tutaj w wordpressie, nie mógłbym robić zdjęć, słuchać muzyki (no tu przesadziłem, muzyka z vinyli jest fajna), szukać informacji, czytać zwariowane teksty i pisać komentarze do nich.
I nie mógłbym przypomnieć sobie jak się robi tego cholernego żurawia z origami, bo ile można łabędzie składać…
A jak wygram ten cały konkurs to będę szpanował aparatem takim, że kopara siada. A że nie wygram to pomarzę sobie chociaż ;P
Mógłbyś darować sobie ten fragment o zakładzie, bo to żaden powód do dumy
Chociaż dzięki temu przypomniałam sobie, że wisisz mi piwo!
Powodzenia w konkursie
A no widzisz, nie przypomniałaś mi o tym w górach ;P
Za powodzenia nie dziękuje żeby pecha nie było, zresztą i tak nie ma się co łudzić. Konkurencja nie śpi ;P
Nie śpi, nie śpi, ale Ty też nie
Więc powodzenia! A wygrana walka z szafą… Gratuluję.
Ja tam równo śpię
A konkurencja jest mocna i już. Btw, i tak wygram ten zakład