Właściwie powinienem zacząć od opisu samego serialu, ale zabrakło by mi och i ach by wyrazić mój ogromny zachwyt nad tym dziełem. Nie wiem czy kiedykolwiek podejmę się opisania tego serialu, nie wiem bo to trudny temat i nie wiem czy jestem w stanie objąć jego problematykę w słowach.
Mogę za to coś nie coś powiedzieć o soundtrackach z trzech sezonów i pilotowych miniseries, które dorwałem dziś w nocy. A jest o czym mówić, bo dla każdego fana Battlestar Galactica to jest obowiązkowy punkt do przesłuchania.
Łamiąc trochę swoje reguły zabrałem się za przesłuchiwanie płyt od końca, czyli od sezonu 3, gdzie znajduje się jeden z moich (i chyba nie tylko moich) ulubionych motywów całego trzeciego i czwartego sezonu BSG, czyli ‘All along the wathtower’. Dla tych co słuchają Jimmiego Hendrixa czy Boba Dylana, utwór ten nie jest obcy. Ja osobiście nie jestem fanem twórczości tych dwóch panów, ale przeróbka stworzona przez Bear’ego McCreary jest świetna, idealnie wpasowana w motyw ostatecznej piątki cylonów (the final five), oraz odnalezienia Kary Thrace. I tu uwaga do tych co czytają a BSG nie widzieli i chcą obejrzeć – zacznijcie od miniseries a potem po kolei, sezon 1, 2, 3 i czwarty. Tego serialu nie można oglądać od połowy czy od końca bo inaczej zgubimy sens i przede wszystkim nie zobaczymy tego co niesie z sobą.
Wracając do tematu, kiedy słucham sountrack’a z BSG, widzę to co mówił McCreary w “The last frakkin’ special” – w każdym sezonie dodawał coś nowego. I to nie na zasadzie, że wywalał to co było. Ona genialnie łączył dotychczas powstałą muzykę z nowymi elementami.
Co mnie pozytywnie uderzyło w muzyce, to bębny które słyszymy w każdych krytycznych momentach walki, nie tylko z cylonami. Połączenie tego z pokazywaniem obrazu z ręki, czyli tak jak by kamerzysta tam był a nie ze statywu stworzyło idealny klimat jakiego jeszcze nie widziałem w żadnym innym serialu czy filmie SF. Co więcej, muzyka bardzo dobrze podpasowała do klimatu walki człowieka z samym sobą, czyli ukazania tej szarości ludzkiej. Tam nie ma białych i czarnych postaci. Muzyka to dopełnia tworząc wyśmienity klimat. McCreary, który pracował przy ‘Odyssey 5′, gdzie mnie nie porwał, tu pokazał co potrafi i udowodnił, że jest artystą na wysokim poziomie. Co ciekawe, autor BSG dał mu wolną rękę co się rzadko zdarza, bo zwykle, reżyser i scenarzysta dosłownie stoją nad kompozytorem. Ciekawa jest także złożoność stylów jakie spotykamy w muzyce, od bębnów, przez galickie rytmy po muzykę orkiestrową poważną aż po ciężkie rockowe utwory.
Dotychczas mogłem śmiało powiedzieć, że moim ulubionym serialem, którego muzyka była świetna, był stargate SG-1, właściwie filmem i serialem, bo muzyka z ‘The Ark of truth’ na mnie zadziałała. Ale teraz, nie dość że sam serial jest dla mnie lepszy to i muzyka genialniejsza. I nie piszę tego pod wpływem chwili oraz dlatego, że ostatni odcinek BSG trwał 2 godziny podczas których twórcy ze mnie trochę wzruszenia wyciągnęli, ale dlatego, że realizm, walka z osobowością, czy sam aspekt człowieczeństwa ukazywane serialu bardzo ale to bardzo wpłynęły na moją ocenę tego dzieła.
Soundtrack polecam, tak jak zwykle, odsłuchać od deski do deski, każdą płytę oddzielnie, siedząc w wygodnym fotelu. I najlepiej zrobić to po obejrzeniu całego BSG, co by poczuć klimat całości. Ludzie zwykle twierdzą, że muzyki serialowo-filmowej nie da się słuchać od tak, co zwykle się zgadza. Tutaj jest inaczej, to bardzo przyjemnie się wchłania bez obrazu. Możemy dać pole do popisu wyobraźni. Możemy powspominać najlepszy i najgorsze momenty serialu, możemy podyskutować nad morałem jaki i znakiem zapytania jaki niesie całość. I nie jest to znak zapytania na zasadzie ‘kiedyś będzie kontynuacja’, bo ostatni odcinek mówi wyraźnie, że takiej być nie może.
Polecam, bardzo ale to bardzo. 10 na 10 w dziesięcio punktowej skali. A ‘All along the watchtower’ ożyło na nowo dzięki odświeżeniu. I oczywiście czekam na sountrack z ostatniej serii, który ma w sobie wszystko to co poprzednie trzy.
I jeszcze jedno – to nie jest serial o tym jak to roboty nachrzaniają się z ludźmi a’la klimat rodem matrixa czy innych SF. To jest dzieło o człowieku i jego psychice, obyczajach, zachowaniach w różnych momentach. To jest serial o ludzkości z pewnym przesłaniem.
Ale o tym, być może, napiszę innym razem. Tym czasem życzę miłego słuchania!
Artysta: Bear McCreary & Richard Gibbs
Album(y): OST Battlestar Galatcica (Seasons 1, 2, 3 & Miniseries)
Wytwórnia:La-La Land Records
Rok produkcji: 2001 – 2007
Ocena: 10/10
Najnowsze komentarze